czwartek, 21 czerwca 2012

17. Deklaracja

- Victorio czy możemy cię na chwilę prosić? - dobiegł mnie głos taty z dołu. Po tonie jakim mówił już wiedziałam, że to nie będzie przyjemna rozmowa.
- Idę! - zaszłam do kuchni. Na stole leżała dzisiejsza gazeta otwarta na stronie piątej.
- Usiądź. Co masz nam do powiedzenia na ten temat? - podsunął mi artykuł o mnie i Niallu.
- A co mam wam powiedzieć? - spytałam ostrożnie.
- Czy to prawda - wzięłam głęboki oddech.
- Jesteśmy razem, ale ja go kocham i nie zależy mi na jego kasie  - zrobiłam się czerwona.
- Czy wiesz, że przez tego jednego chłopaka mogą cię znienawidzić miliony dziewczyn? Pomyśl czy warto, może powinnaś dać sobie z nim spokój...
- Chcecie przez to powiedzieć, że nie powinnam z nim być?
- No... tak - westchnął tata.
- Ale ja go kocham, a on mnie! Czy to się już nie liczy?! - wkurzyłam się.
- Spokojnie, może to tylko takie młodzieńcze zauroczenie...? - prychnęłam.
- Nie wydaje mi się.
- Powiedz, jesteś z nim szczęśliwa? - spytała delikatnie mama, po raz pierwszy się odzywając.
- Nawet nie wiecie jak bardzo.
- Syriuszu uważam, że powinniśmy im jednak dać szansę.
- No nie wiem Lily... On tak bardzo może ją skrzywdzić... - super gadają o mnie jakby mnie nie było.
- My też mieliśmy ciężkie początki, nikt w nas nie wierzył...
- A ja awansowałam na niewidzialne stworzenie, że tak o mnie gadacie? - przerwałam im z irytacją. Ojciec zmierzył mnie wzrokiem.
- Dobra córuś, nie było tematu.
- Trzymamy kciuki, żeby wam się udało, a teraz zmykaj - dodała mama.
- Kto trzyma, ten trzyma - mruknął tata gdy wyszłam.

***


*Amy*

Czekałam na Jamesa w parku bo napisał mi sms'a, że musimy się spotkać i pogadać. Zjawił się po kilku minutach.
- Siema, co chciałeś? - od razu przeszłam do rzeczy.
- Muszę cię o coś zapytać, czy... - zawahał się.
- Wal śmiało - uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Czy ty jesteś szczęśliwa z Malikiem? - zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Och, no tak. Strasznie o mnie dba, jest czuły i w ogóle. Czemu pytasz?
- Tak jakoś... Chciałem wiedzieć czy wszystko okej między wami - jakoś mnie nie przekonał.
- Kłamiesz - stwierdziłam. Ujął moją twarz w swoje dłonie.
- Wiem, że jest już za późno, ale ja będę o ciebie walczył bo.. bo cię kocham - zatkało mnie. Odruchowo cofnęłam się o krok.
- James to nie ma sensu, pozwól mi być szczęśliwą z... z Zaynem. To jego kocham, a on mnie. Po prostu jest całym moim życiem.
- W porządku, ale mnie też kochasz - odparł spokojnie.
- Wcale nie! Jesteś dla mnie TYLKO i WYŁĄCZNIE jak starszy brat - zaprotestowałam.
- To wybieraj starszy brat czy Malik? - krzyknął.
- Ja... Zayn bo go kocham! - odkrzyknęłam. Nagle spoważniał.
- To ci udowodnię, że mnie też kochasz - w jego oczach dojrzałam chory blask. Zaczął się nade mną pochylać.
- A ni mi się w... - nie dał mi skończyć. Poczułam jego wargi na swoich. Odepchnęłam go z całej siły.
- Hej, jeszcze nie skończyłem! - zmierzyłam go. Wyglądał na zadowolonego z siebie. Zalała mnie fala niepohamowanego gniewu. Podbiegłam do niego i wymierzyłam mu siarczysty policzek.
- Nigdy więcej tego nie rób. NIGDY! - odwróciłam się i zaczęłam biec przed siebie. Słyszałam jak James krzyczy, żebym się zatrzymała, ale ignorowałam go. W dłoni czułam tępy ból. Jeszcze nigdy nie uderzyłam nikogo tak mocno w twarz.

***


*Zayn*

Dobiegło mnie ciche, jakby niepewne pukanie. Zaskoczyła mnie to. Z chłopakami zawsze włazimy sobie bez pukania. Otworzyłem, moim oczom ukazała się Amy tyle, że w strasznym stanie. Włosy miała rozczochrane, prawdopodobnie od biegu, a źrenice rozszerzone ze... strachu? Rzuciła mi się na szyję.
- Hej, udusisz mnie! - powiedziałem żartobliwym tonem
- Och... przepraszam - cofnęła się o krok. Po chwili usadowiła się na moim łóżku. Zamknąłem drzwi i usiadłem obok niej.
- Kochanie co się stało? I jak się tu dostałaś?
- Niall mnie wpuścił i powiedział, że jesteś u siebie - powiedziała lekceważąco. - Ale Zayn czy ty wiesz, że cię kocham? I że nigdy nie chciałabym cię zranić? - spytała płaczliwym tonem. Zaniepokoiłem się.
- Amy błagam powiedz co się stało - złapałem ją pod brodę żeby nie mogła uciec spojrzeniem.
- Miałeś rację! O-on się we mnie ko-ocha - zesztywniałem.
- Kto?
- James! Ale ja kocham tylko ciebie, a on dał mi do zrozumienia, że albo cię zostawię, albo koniec z naszą przyjaźnią! - po jej policzkach coraz bardziej płynęły łzy. Miałem wielką ochotę wybiec i stłuc Blacka za to do jakiego stanu ją doprowadził. Otarłem jej łzy.
- Ci... kochanie damy sobie radę. Widocznie mu na tobie tak bardzo nie zależy skoro kazał ci wybierać.
- Przepraszam, że ci nie wierzyłam, ale jakoś nie mieściło mi się to w głowie, wybaczysz mi? - spytała z powagą.
- Oczywiście, że tak - w jej wilgotnych oczach dojrzałem iskierki szczęścia, które tak kocham.
Ująłem jej twarz w obie dłonie, a jej usta odszukały moje. Wpiła się w nie z żarliwością, której nigdy wcześniej u niej nie odczułem. Odpowiedziałem jej wręcz z brutalnością.
Jedną dłoń przeniosłem na jej kark wplótłszy palce w jej włosy, a drugą chwyciłem ją mocno za ramię tak by straciła równowagę.
Przyciągnąłem ją do siebie. W między czasie Amy zarzuciła mi swoje drobne ręce na szyje, cały ten czas zachłannie mnie całując.
Moje ręka zawędrowała w okolice jej talii gdzie dłoń odnalazła zagłębienie w linii bioder. Pchnąłem ją do przodu tak by wygięta w łuk przywarła do mnie całym ciałem.
Oderwałem się od jej ust tylko po to by mogła złapać oddech. Pomału zjeżdżałem z pocałunkami w dół jej szyi. Zadrżała z przyjemności gdy musnąłem jej obojczyk.
Dysząc ciężko wpiłem się ponownie w jej usta. Jej wargi złapały ten sam rytm co moje.
Jedna z jej dłoni zawędrowała do mojego karku zaciskając się na nim przyjemnie, a palce drugiej wplotły się w moje włosy w ten sposób chciała mnie jeszcze bardziej do siebie przyciągnąć. Wydała delikatny jęk gdy przejechałem dłonią tuż pod jej koszulką.

***


*Vicky*


Było już po północy, a ja siedziałam na kanapie w salonie oczekując sms'a od Nialla, że mogę go już wpuścić gdy usłyszałam, ze drzwi wejściowe się uchylają. Ruszyłam niepewnie w stronę hałasu.
- James, wystraszyłeś mnie! - stwierdziłam oskarżycielsko.
- Co? A sorry - rzucił nieprzytomnie.
- Co się stało, że tak późno wracasz do domu? - spytałam szczerze zaciekawiona.
- Pokłóciłem się z Amy, chyba mnie nienawidzi - wzruszył ramionami.
- O co poszło?
- O Malika.
- Czy ty nie możesz dać sobie z nią spokoju? - syknęłam z irytacją.
- Nie - zaczął mnie wymijać. Złapałam go za ramię.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam! Słuchaj... - przerwał mi dźwięk sms'a. - Dobra masz szczęście - puściłam, ale teraz stał i patrzył na mnie zaciekawiony. Westchnęłam i otworzyłam drzwi.
- O cześć Niall. Widzę, że robicie sobie potajemne spotkania przed rodzicami - rzuciłam piorunujące spojrzenie Jamesowi. - To ten, życzę wam upojnej nocy - stwierdził złośliwie i zwiał zanim zdążyłam go uderzyć.
- Debil - mruknęłam pod nosem. - Dobrze, że już jesteś, tęskniłam - zwróciłam się do niebieskookiego całując go na powitanie.

_____________________________________________

no i jest siedemnastka ;)
wyszła mi i mam nadzieję, że tym rozdziałem rozwiałam wasze wątpliowści co do związki Amy z Zaynem.
no pozostawiam wam domysły co zaszło między nimi... ;))

10 komentarzy:

  1. .KamCiaaa ! ;***21 czerwca 2012 19:22

    Świetnie! ;D
    Czekam na NN ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :)
    Mam nadzieje, że Amy będzie z Jamesem.
    Zapraszam do mnie http://onedirectionandalice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie się waham czy ich zeswatać czy nie ;))

      Usuń
  3. Suuper. Nie mogę sie doczekać.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ♥ uwielbiam to :D ~A

    OdpowiedzUsuń
  5. ♥♥♥ ! Braak słów!!!

    OdpowiedzUsuń